wtorek, 23 sierpnia 2016

21 październik 2006

Dzisiaj obudziłam się z wielkim kacem. Nic dziwnego, po tylu drinkach. Na szczęście wzięłam ze sobą zapasy wody niegazowanej. Od razu musiałam wypić przynajmniej litr. Wstałam wcześnie bo o 8 rano. Brat i kot jeszcze spali. Rodzice po swojej wczorajszej rocznicy ślubu zapewne też. Poszłam więc sama na śniadanie. Nałożyłam sobie mnóstwo pyszności, ponieważ wiedziałam że muszę sobie podnieść poziom cukru w organizmie. Nagle podszedł do mnie jakiś chłopak (lat około 30) i spytał czy może się dosiąść. Z wyglądu był całkiem niezły, dobrze zbudowany i miał piękny uśmiech. Tak więc nie zastanawiając się ani przez chwilę pozwoliłam mu. Na początku czułam się trochę skrępowana w jego towarzystwie. Starałam się wypaść jak najlepiej. Jadłam powoli (czego zazwyczaj nie robię) i po prostu z wdziękiem. W końcu on pierwszy przemówił. Spytał mnie skąd jestem i co robię nad morzem w październiku. Odpowiedziałam mu prawdę. Tak nawiązała się nasza rozmowa. Okazało się że ma 36 lat (jest 10 lat starszy, a wygląda na mniej), ma na imię Maciek, jest ze Stargardu Szczecińskiego i przyjechał tu na weekend w sprawach biznesowych, ponieważ od ponad roku prowadzi swoją własną firmę z zabawkami dla dzieci- ma sklep internetowy i lokal gdzie to sprzedaje - uwaga gdzie - w Szczecinie. Okazało się że oboje lubimy biegać, tak więc godzinę po śniadaniu umówiliśmy się na jogging po plaży a na końcu ma mi pokazać fajne miejsce w Międzyzdrojach. Szczerze to ten facet zaimponował mi nie tylko tym że jest przystojny, ale również pewny siebie (nie zarozumiały przy tym), zabawny, inteligentny, troskliwy, ciekawy świata i ludzi, zaradny życiowo (w końcu ma własny biznes) oraz wrażliwy (wyszło to jak rozmawialiśmy o krzywdzeniu zwierząt- opowiadał mi historię o swoich, nieżyjących już zwierzakach, i prawie się przy tym popłakał). Możliwe nawet że zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Ach, ten Maciek!

Godzinę po śniadaniu wyszłam w umówione miejsce przed hotel. Ubrałam się na sportowo i zrobiłam oczywiście makijaż, którego nie miałam na śniadaniu. Maciek już czekał ubrany w granatowy dres i czarne adidasy. W tym stroju wyglądał jeszcze lepiej niż na śniadaniu! Przed bieganiem zapaliliśmy jeszcze wspólnie papierosa (on też pali), czego się nie powinno robić przed sportem. Ale cóż, nałóg silniejszy. Porozmawialiśmy chwilę o naszych zainteresowaniach (wyszło, że poza bieganiem wspólnie również interesujemy się filmami, muzyką i zwierzętami) i po kilku minutach zaczęliśmy razem biegać. Skręciliśmy na plażę. Na szczęście nie padał deszcz. Była pogoda idealna na jogging. Przebiegliśmy chyba z 10 km plażą w zupełnej ciszy i skupieniu, a następnie dotarliśmy na miejsce, które Maciek tak bardzo chciał mi pokazać. Był to Woliński Park Narodowy. Było tam cudownie. Piękne ptaki, żubry, lisy i śliczne Jezioro Turkusowe. Miejsce było bardzo romantyczne. Aż miałam ochotę pocałować Maćka, ale jednak się powstrzymałam, ponieważ to facet powinien zrobić pierwszy krok. Chociaż w sumie on już zrobił pierwszy krok, dosiadając się do mnie na śniadaniu. Ale wstrzymam się jeszcze z tym pocałunkiem. Z godzinę pozwiedzaliśmy park i wróciliśmy do hotelu. Tyle że spacerem, nie mieliśmy już siły biec. Po drodze w Międzyzdrojach mój nowy kumpel zaprosił mnie jeszcze do kawiarni na kawę i gofry. Nigdy przy żadnym facecie nie czułam się tak naturalnie i swobodnie, skrępowanie po bliższym poznaniu od razu zniknęło. Czuje się jakbym go znała od lat.

Wróciłam do pokoju i ciągle myślę o Maćku. O tym jego czarującym uśmiechu, wysportowanej sylwetce, lśniących brązowych włosach, pięknych piwnych oczach. Nie mogę się skupić na niczym innym. Zmęczona bieganiem postanowiłam się zdrzemnąć. Może przyśni mi się Maciek?

Dwie godziny później budzi mnie dźwięk mojej komórki. Patrzę na ekran. Okazało się żę to sms, w dodatku od Maćka. Zapomniałam napisać, że zdążyliśmy wymienić się numerami telefonów. "Masz dzisiaj ochotę na imprezę z prawdziwego zdarzenia?"- jest napisane. Uśmiecham się do siebie, po czym odpisuję- "Jasne, co proponujesz?" Jakieś 3 minuty później przychodzi sms z odpowiedzią- "Słodka tajemnica. Bądź o 22 pod wejściem do hotelu." Jest dopiero godzina 18 a ja już nie mogę się doczekać 22! Po chwili zapukali do mojego pokoju rodzice. Zeszłam z nimi na kolację. W trakcie kolacji poinformowałam ich że wieczorem wychodzę na noc z nowym kolegą. To nie spodobało się nadopiekuńczej mamie. Ale i tak nie ma nic do powiedzenia, w końcu jestem dorosła. Tata tylko wziął kolejny, większy łyk whisky i nie zaprotestował. Stwierdził wręcz, że bardzo dobrze że znalazłam sobie towarzystwo w swoim wieku. Tuż po kolacji słyszałam przez ścianę jak się o to z mamą kłócili w swoim pokoju. Mam nadzieję, że nie popsułam im przez to rocznicowego wyjazdu, bo naprawdę nie miałam zamiaru. Chciałam tylko zaznać trochę...Szczęścia?

O 22 byłam już przed hotelem. Maciej już czekał. Na przywitanie dałam mu całusa w policzek. Stwierdziłam, że mogę sobie na tyle pozwolić bo chyba jednak mu się trochę podobam, skoro chciał się do mnie dosiąść na śniadaniu. On się tylko trochę zaczerwienił i lekko uśmiechnął. Chyba jest nieśmiały. Może to dlatego się boi mnie pierwszy pocałować? Hmm...
-Gotowa na prawdziwą imprezę?- spytał. Kiwnęłam głową.
Poszliśmy w kierunku promenady i szliśmy dalej jakieś 2 km. W końcu dotarliśmy na miejsce. Klub nazywał się "Paradise" (co po angielsku znaczy raj- i chyba rzeczywiście tak tam było). Miejsce było piękne, nowoczesne i kolorowe. W tle leciała świetna muzyka. Był również ogromny bar, gdzie można było zamówić drinki. Maciek jak na dżentelmena przystało postawił mi gigantyczna drinka o nazwie sex on the beach (czyżby coś sugerował?). Usiedliśmy w loży i zaczęliśmy rozmawiać. Rozmawialiśmy chyba ze dwie godziny bez przerwy, popijając kolejne drinki (chyba przeze mnie zbankrutuje) Ach, mamy tyle wspólnych tematów do rozmów. Bez wątpienia nadajemy na tej samej "fali". W końcu poprosił mnie do tańca. Akurat leciała wolna piosenka, do tańca w parze. Nowy kolega (a może ktoś więcej?) objął mnie w pasie i przytulił do siebie. To było bardzo przyjemne uczucie. Rzeczywiście poczułam się- jak nazwa klubu wskazuje- jak w raju. Byłam w siódmym niebie. Chciałam tylko aby ta chwila nigdy się nie skończyła. Niestety po kilku minutach zaczęły lecieć szybsze rytmy. Wróciliśmy więc na lożę. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, potańczyliśmy również do szybszych piosenek po czym Maciek zaproponował byśmy się przeszli na plażę, ponieważ w nocy jest na niej wyjątkowo pięknie. Zgodziłam się. Po 20 minutach siedzieliśmy na wydmie na plaży. Było piękne, gwieździste niebo, szum morza, przyjemny wiaterek i romantyczny nastrój.
-Nie jest Ci zimno?- spytał nagle Maciek. Jego opiekuńczość mnie rozbraja. Stwierdziłam że troszeczkę. Na moje słowa objął mnie mocno i przybliżył do siebie. To rzeczywiście zadziałało, bo od razu zrobiło mi się gorąco.
-Szkoda że jutro wyjeżdżasz. Ja również. Na szczęście Stargard leży blisko Szczecina.- powiedział.
-Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Ale mamy do siebie numery telefonów i mam nadzieję że jeszcze kiedyś się spotkamy prawda?- nie chciałam być nachalna.
-Ależ oczywiście! I to nie kiedyś tylko już niedługo. Będziemy się bardzo często spotykać, jeśli będziesz tylko miała ochotę.- uśmiechnął się.
-Jak pozwoli mi czas to bardzo chętnie.- udawałam trochę niedostępną i zapracowaną, ale w duchu się ogromnie ucieszyłam na jego słowa.
Posiedzieliśmy tak jeszcze z pół godziny i patrzyliśmy w gwiazdy ale zaczęło się robić coraz zimniej i wietrzniej więc wróciliśmy do hotelu. Przed hotelem spytał mnie czy nie chcę wpaść jeszcze do niego do pokoju na lampkę wina. Brzmiało to obiecująco, ale nie chciałam wyjść na pierwszą lepszą więc odpowiedziałam że niestety już jestem bardzo zmęczona i idę się położyć do siebie. Liczyłam że na pożegnanie mnie pocałuje, ale znowu zabrakło mu odwagi. Za to dał mi buziaka w policzek.
-To dobrej nocy!- powiedział na odchodne.
-Dobranoc!- odpowiedziałam i poszłam do swojego pokoju.
Tej nocy będzie mi bardzo ciężko zasnąć. Tyle emocji i wrażeń jednego wieczoru. Endorfiny we mnie buzowały. I rzeczywiście zasnęłam dopiero po dwóch godzinach. To był cudowny wyjazd!

piątek, 19 sierpnia 2016

20 październik 2006

Piątek. Weekendu początek. Rodzinka chce mnie wyciągnąć nad morze na weekend do Międzyzdrojów z okazji 30 rocznicy ślubu rodziców. Mają jechać moi rodzice, złośliwy brat Jarek i dziwny kot Madmax. W sumie nawet niezły pomysł gdyby nie to że mamy koniec października i jest po prostu zimno oraz wieje (nad morzem tymbardziej!) Mimo wszystko jest to chyba jednak lepsza opcja niż siedzenie kolejny weekend w domu. Zgadzam się więc, tym bardziej że mamy jechać do fajnego hotelu z wszystkim w pakiecie: pełnym wyżywieniem, piękną łazienką, balkonem w pokoju (!), wygodnymi łóżkami, internetem Wifi (<3), telewizorem w pokoju i basenem w hotelu. Niestety zła informacja jest taka że rodzice będą w jednym dwuosobowym pokoju a ja w drugim dwuosobowym pokoju z Jarkiem i Madmaxem (kotem). W sumie ich rozumiem i nie dziwię im się, pewnie chcą mieć więcej prywatności w swoją rocznicę. Tylko dlaczego muszą mnie skazywać na towarzystwo złośliwego i kablującego brata oraz dziwnego, strzelającego fochy kota? Dobra, już nie narzekam, jakoś z nimi wytrzymam. Dobrze że w domu przynajmniej mamy oddzielne pokoje.

Po południu dotarliśmy na miejsce. Całkiem tu przyjemnie. Hotel bardzo elegancki, wysoki, nowoczesny i cały biały. Mieszkam w pokoju 116 z bratem i kotem, a pod 117- rodzice. Mam wygodne, duże łóżko (gdyby nie to że czasem wskakuje na nie mój kot i zajmuje połowę miejsca), Wifi w zasięgu ręki (tak, wzięłam laptopa- w końcu muszę być na bieżąco z portalami społecznościowymi), piękną łazienkę i duży balkon z cudownym widokiem na morze i molo, na którym mogę palić ile tylko dusza zapragnie (nie ma tutaj żadnego zakazu palenia papierosów. Co prawda mój brat nie lubi tego smrodu, ale ja się tym nie przejmuję i robię mu na złość, tak jak często on mi. Ale ze mnie wredna babka)

Po przyjeździe rozpakowałam się i zapaliłam pierwszego papieroska na balkonie, bo brat mnie już zestresował tym, że zwymiotował do kibla (ma chorobę lokomocyjną. Dobrze że to nie stało się w aucie) Tatuś oczywiście w drodze kupił kilka flaszek, więc jak wnioskuję będą zapewne ostro oblewać swoją rocznicę ślubu. Tyle że tata niestety ma problem z alkoholem. Pije stanowczo za dużo i za często. Ale co ja mogę na to poradzić? W końcu jest dorosły i robi co chce. Może chociaż podzielę się tą informacją w grupie wsparcia w poniedziałek, oni podpowiedzą mi co mogę zrobić w tej sytuacji. Mama nie ma problemu z piciem, czasem wypije razem z ojcem, tyle że jak już to tylko "pomoczy lekko dziubka" dla towarzystwa, a nie będzie wlewała w siebie hektolitry alkoholu. Tata po alkoholu czasem traci panowanie nad sobą i robi lub mówi coś głupiego. Najlepiej wtedy udawać że się go nie zna, zwłaszcza jeśli to dzieje się w miejscach publicznych. Matka jakoś nie zwraca na to uwagi (A może rzeczywiście nie widzi nic w tym dziwnego? Albo tylko udaje bo nie chce awantury?) Mniejsza z tym. Teraz jestem nad morzem i zapominam o wszelkich problemach, wrzucam na luz i korzystam ile się da.

Przed chwilą wróciłam z obiadu hotelowego z całą rodziną. Był pyszny bufet szwedzki. Do wyboru było mnóstwo jedzenia- pizza, makarony, pierogi, kotlety, kiełbaski, frytki, różne sałatki, ryby, owoce morza i dużo różnych napojów. Ja najadłam się pizzą i makaronem z podgrzybkami i kurczakiem (chyba przejadłam) oraz wypiłam lemoniadę cytrynową. Teraz odpoczywam na swoim wygodnym łóżku. Nie mam siły nigdzie się ruszać, z powodu przejedzenia, chyba zostanę tu do wieczora i pobuszuje na internecie. Pogoda i tak nie zachęca na żadne spacery.

Po godzinie siedzenia przed laptopem jednak postanowiłam się ruszyć. Ubrałam dresy i poszłam pobiegać po okolicy. Zajęło mi to dłużej niż planowałam, bo aż dwie godziny! Za to poznałam nowe, ciekawe miejsca i widoki. Warto było!

Leżę po kolacji przed telewizorem i nagle dzwoni hotelowy telefon stacjonarny. Ponieważ jestem sama w pokoju (brat chyba poszedł na basen, a kot się nie zalicza do istot ludzkich), podnoszę słuchawkę. Pani z recepcji informuje mnie że dzisiaj o 22.00 jest dyskoteka w hotelowym barze. Serdecznie jej dziękuję za informację i uradowana biegnę do łazienki szykować się na imprezę. Idę tylko jeszcze do pokoju rodziców, by ich poinformować. Otwiera mi tata, po którym widać że już mocno "oblewa" rocznicę ślubu. Mama natomiast śmieje się na balkonie. Mówię im o dzisiejszej dyskotece, na którą idę. Na szczęście informują że oni świetnie się bawią w pokoju, tylko w swoim towarzystwie i nie potrzebują nic więcej do szczęścia. Tak więcej jeszcze bardziej uradowana (idę sama na dyskotekę!) wracam do swojego pokoju się szykować.

Wystrojona i odpindżona jak jakaś księżniczka schodzę do hotelowego baru. Zamawiam kilka drinków. Dj gra najnowsze hity (czyli coś co lubię). Ku mojemu rozczarowaniu nie widzę osób w swoim wieku, tylko raczej w wieku moich rodziców. Po dwóch godzinach wszyscy są już pijani i tańczą. Po kolejnych dwóch godzinach wypijam mojego ostatniego drinka i postanawiam się stamtąd jak najszybciej zmyć. Szkoda, a myślałam że może poznam jakiegoś ciekawego i przystojnego 30-latka.

czwartek, 18 sierpnia 2016

19 październik 2006

Dzisiaj wstałam bez problemu o dziwo wcześnie bo o 7:30 (te proszki nasenne chyba jednak działają!) , przyszykowałam się i poszłam na pobranie krwi oraz wizytę u dietetyczki. Nie znoszę pobierania krwi i szczerze trochę bolało, na szczęście nie trwało długo bo była to tylko jedna fiolka. Po pobraniu musiałam poczekać pół godziny na wyniki. Poszłam więc na dwór na papieroska. Wyniki okazały się nie najlepsze- mam o 24 punkty podwyższony cholesterol oraz o 22 poziom cukru. Nic dziwnego, to pewnie przez to obżeranie się słodyczami. Dobrze że chociaż trójglicerydy mam w normie. Z wynikami udałam się do pokoju obok do Pani Dietetyczki- Agnieszki Bawarskiej. Na podstawie wyników i mojej wagi dobrała mi odpowiednią dietę i zaleciła ruch fizyczny przynajmniej 3 razy w tygodniu po 45 minut. Dieta ma trwać 4 miesiące i przez ten czas, stosując się do zaleceń, chudnie się 20 kg! Zobaczymy czy mi się uda.

Po powrocie do domu przejrzałam menu mojej nowej diety. Było w nim mnóstwo owoców, warzyw, gotowanych (nie smażonych) potraw oraz produktów niskokalorycznych. Dieta zawierała pięć mniejszych posiłków dziennie o stałych porach oraz absolutny zakaz dojadania jakiś fast foodów lub słodyczy. Czy to zadziała? Czy uda mi się wytrzymać na diecie? Zobaczymy. W każdym razie efekty są obiecujące. Zaczynam już od przyszłego tygodnia. Tak, od poniedziałku rozpoczynam nowe życie. Terapia oraz dieta. Okaże się jak na tym wyjdę.

18 październik 2006

Za namową mojej Pani Psycholog zapisałam się przez internet na grupę wsparcia (zajęcia już od 23 października!) oraz założyłam sobie konto na portalu randkowym. Wstawiłam swoje zdjęcia sprzed 5 miesięcy (15 kilo mniej) i przeglądałam tam profile różnych facetów. Niestety jak któryś miał ciekawy opis siebie, to zdjęcia beznadziejne, a jak miał fajne zdjęcia to opis siebie do dupy. No nic, chyba muszę jeszcze poczekać na swojego księcia. A może poznam go w przyszłym tygodniu na grupie wsparcia?

17 październik 2006

Dzisiaj nie działo się nic ciekawego, poza tym że Madmax (mój kot) nasrał do moich ulubionych butów. Okropnie się wściekłam, bo musiałam wszystko po nim sprzątać. Fuj! To było obrzydliwe. To prawda, że koty jednak chodzą własnymi ścieżkami i nikt ich nie rozumie. Bo jak można zrozumieć coś takiego?

16 październik 2006

Dzisiaj prawie zaspałam na wizytę do Pani Kuryło (psycholog). Na szczęście obudził mnie mój kot, który wdrapał się na moje łóżko i zaczął mi chodzić po głowie około 11:30. Dzięki niemu zdążyłam na wizytę, chociaż musiałam się spieszyć. Mój dziwny kot jednak czasem się na coś przydaje.

W gabinecie u Pani Psycholog wyżaliłam jej się ze wszystkich swoich problemów i rozterek- zupełnie jak najlepszej przyjaciółce (gdybym taką posiadała). Uważnie mnie wysłuchała i stwierdziła że koniecznie muszę wybrać się do tej dietetyczki oraz częściej wychodzić z domu (w celu poznania nowych ludzi i ruchu). Dodała że mogę również spróbować, ale z rozsądkiem, zawrzeć nowe znajomości na internecie lub poznać nawet jakiegoś fajnego chłopaka, poprzez założenie konta na portalu randkowym. Poza tym wypisała mi jakieś proszki nasenne, żebym wcześniej chodziła spać i nie miała problemu ze wstaniem rano oraz dorzuciła jeszcze receptę na, tak zwaną przez nią, tabletkę na poprawę nastroju. Mam brać jedną dziennie, tuż po wstaniu. Dodatkowo dała mi namiary na grupę wsparcia, do której- jej zdaniem- powinnam się zapisać i zacząć chodzić na zajęcia. Powiedziała że jest tam mnóstwo osób w moim wieku, jak również młodszych i starszych i to by mi pomogło stanąć na nogi oraz nawiązać nowe znajomości. Uważam że to bardzo dobry pomysł i na pewno jeszcze dzisiaj się tam zapiszę, ponieważ można to zrobić przez internet a zajęcia są zupełnie bezpłatne, finansowane przez Państwo.

Po wizycie u Doktor Kuryło zapaliłam papierosa, ponieważ trochę się stresowałam. Nikotyna mnie świetnie odpręża. Następnie poszłam na spacer, żeby móc na spokojnie przemyśleć wszystkie słowa Pani Psycholog. Po drodze zatrzymałam się w kawiarni przy parku na lody, kawę i ciasto (kolejne kalorie!). Przez cały czas nie umiałam myśleć o niczym innym jak o wizycie. Wyjęłam telefon z torby i jak najszybciej umówiłam się na czwartek do dietetyczki. Poinformowali mnie że w czwartek pobiorą mi fiolkę krwi, by zbadać poziom cholesterolu, trójglicerydów i cukru w organizmie oraz zbadają mi grupę krwi, by ustalić jak najlepszą dla mnie dietę.

Może jak schudnę to faceci znowu, jak kiedyś, zaczną się za mną oglądać i będę miała większe powodzenie? Wiadomo że ludziom ładnym (tu nic nie muszę zmieniać) i szczupłym lepiej się w życiu powodzi- czytałam nawet o tym w gazecie, że jacyś naukowcy kiedyś zrobili pod tym względem badanie i eksperyment. Wyszło, że ludzie otyli i brzydsi mieli większe problemy ze znaleziem pracy, partnera, mieli mniejsze grono znajomych i często mieli z tego powodu różne problemy psychiczne. Może jest więc jeszcze dla mnie jakaś nadzieja?

15 październik 2006

Niedziela. Tak dzisiaj niedziela. Mój najmniej lubiany, najgorszy i najbardziej nudny dzień w tygodniu. Nic się nie dzieje zupełnie. Niektóre sklepy zamknięte, większość otwarta krócej niż zwykle. Jedyną rozrywką jest chyba kościół, do którego i tak zazwyczaj nie chodzę (poza jakimiś świętami) ale od dzisiaj postanawiam to zmienić. Może w moich wszystkich problemach życiowych z wagą, brakiem faceta, przyjaciół, ojcem alkoholikiem, nadopiekuńczą (choć kochaną) matką, złośliwym bratem i problemami natury psychicznej pomoże mi właśnie Bóg? Postanawiam to sprawdzić i na godzinę 12 wybieram się na godzinną mszę do kościoła w mojej okolicy. Jestem 5 minut przed czasem więc staram się znaleźć jakieś wolne miejsce, bo ludzi jest mnóstwo i prawie wszystkie siedzenia są zajęte. Do tej pory byłam osobą wierzącą lecz nie praktykującą- od dzisiaj staję się osobą wierzącą i praktykującą. Zobaczymy o czym ksiądz będzie prawił dzisiaj na mszy.

Godzinę później wychodzę z kościoła. Pomodliłam się za siebie, najbliższych i poprosiłam Boga o cudowne rozwiązanie moich problemów życiowych. Może to coś da. W końcu wiara czyni cuda. Dzisiejsza msza była o ludziach cierpiących, chorych i braku pokoju na świecie. W krótkim skrócie ksiądz prawił że jeśli ktoś dużo cierpi za życia, to po śmierci trafi do nieba. To znaczy że po śmierci trafię do nieba? Fajnie, na pewno lepsze to niż piekło.

14 październik 2006

Z rana (no może nie tak z rana bo o 12:30, tuż po wstaniu z łóżka) stanęłam na wadze i się przeraziłam. Przy moim wzroście 170 cm ważę 95 kg! Przez ostatnie 5 miesięcy, od maja, przytyło mi się 15 kilo! To zapewne wina tych weekendowych maratonów filmowych z lodami i popcornem w ręku oraz ogólnym brakiem ruchu, ponieważ przyznaję jestem leniwa (ale tylko czasami). Może powinnam, poza psychologiem, zapisać się również do jakiejś dietetyczki? Na pewno schudnięcie poprawiłoby moją jakość oraz komfort życia. No tak, tyle że na taką wizytę potrzebne są pieniądze których nie mam zbyt wiele. Fakt, dostaję od rodziców 400 zł miesięcznie kieszonkowego, ale przy moim paleniu papierosów (pół paczki dziennie), naprawdę niewiele mi zostaje. Muszę porozmawiać o tym z matką. Ona jest w tych sprawach bardziej wyrozumiała (często wręcz nadopiekuńcza) i na pewno mnie lepiej zrozumie- jak kobieta kobietę- niż ojciec. Tymczasem dzisiaj zamiast maratonu filmowego postanawiam godzinę (tak na początek) pobiegać po okolicach. Na dworze jest około 11 stopni na plusie- idealna pogoda dla biegaczy. Muszę się wziąć za siebie i swoje lenistwo. Może dietetyczka nie będzie potrzebna aż tak, jak duża porcja ruchu na świeżym powietrzu.

Po południu, tuż po joggingu, postanawiam porozmawiać z mamą czy dałaby mi pieniądze na wizytę u dietetyczki, ponieważ to bieganie mnie wykończyło. Mama bardzo się przejęła moją teraźniejszą wagą i mówi że po weekendzie da mi dodatkowe 300zł na wizytę i ustalenie dla mnie diety. Ach, jestem w tak beznadziejnej fizycznie i psychicznie sytuacji że szkoda gadać. Cieszę się że mama mi pomoże, ale wiem że przy moim lenistwie i braku skrupulatności będzie to trudne zadanie do wykonania. Tymczasem jednak po takim wysiłku skuszę się na maraton filmowy w moim pokoju z lodami i popcornem w ręku- zupełnie jak w amerykańskich filmach. W końcu jeszcze nie zaczęłam diety to trzeba korzystać z życia.

13 październik 2006

Dzisiaj trzynasty, w dodatku piątek. Mimo to nie jest on dla mnie pechowy, lecz wręcz przełomowy. Postanawiam zapisać się do najlepszego w mieście psychologa. Zapomniałam dodać, że mieszkam w Szczecinie. Znalazłam numer do Pani Kuryło na internecie. Według opinii internautów jest to najlepsza Pani psycholog w naszym- śmierdzącym spalinami i czarnymi interesami- mieście. Postanawiam do niej zadzwonić. Wykręcam numer i umawiam się na wizytę 16 października w Poniedziałek o 12:15. Psycholog przez telefon wydaje się być miła i konkretna. Zobaczymy jaka jest w rzeczywistości. A tymczasem przede mną kolejny nudny weekend w domu z rodzicami, kotem Madmaxem oraz młodszym o 3 lata bratem Jarkiem. Będę zapewne oglądać kolejne romantyczne filmy- wyciskacze łez- z popcornem i lodami w ręku, spać do późna i buszować po internecie.

12 październik 2006

Zupełnie nie wiem co mam ze sobą zrobić. Mam na imię Krystyna, znajomi mówią na mnie Kryśka. Mam 26 lat a moje życie leży w martwym punkcie. Nie mam faceta (chociaż, nieskromnie mówiąc, brzydka nie jestem), mam ojca alkoholika, nadopiekuńczą matkę, młodszego o 3 lata- złośliwego brata Jarka i dziwnego kota Madmaxa. Nie posiadam żadnych perspektyw na życie, nie mam pracy, żadnych przyjaciół (tylko garstka znajomych). I co tu  począć? Kobieta dwudziestego pierwszego wieku powinna być przebojowa, odważna i bogata. Żadna z tych cech niestety nie należy do mnie. Co mam zrobić? Powiesić się? Nie, to chyba jednak nie jest najlepsze wyjście.

"Zapiski Kryśki" Wstęp

Jest to książka napisana w formie pamiętnika pewnej 26 letniej dziewczyny o imieniu Krystyna, zwanej Kryśką. W zabawny sposób opisuje w nim swoje życiowe perypetie, rozterki i problemy.
Zapraszam do czytania! :)

27 październik 2006

Dzisiaj podniosłam się z łóżka chyba z prędkością światła. Byłam tak podekscytowana wyjazdem że wstałam już o godzinie 7 rano! Wzięłam poran...