środa, 21 września 2016

23 październik 2006

Musiałam wstać dzisiaj o 7 co dla mnie jest katorgą. Tak, o 7 ponieważ dzisiaj zaczynam grupową terapię na 9. Ciekawa jestem jakie osoby tam poznam i czy będzie po nich widać że coś im dolega, czy raczej tak jak u mnie- jest to zauważalne dopiero po bliższym poznaniu i szczerej rozmowie. Na śniadanie zaczęłam, zgodnie z obietnicą, dietetycznie. To znaczy jogurt naturalny z pokrojonymi owocami i płatkami owsianymi. To mi musi wystarczyć do popołudnia. W razie gdybym zrobiła się głodna, zabrałam ze sobą do torby jabłko i dużą butelkę wody niegazowanej- ponoć świetnie zapełnia żołądek, oszukując uczucie głodu i nie ma żadnych kalorii- można ją pić kiedy i ile się chce. Jeszcze tylko weszłam do łazienki, wzięłam prysznic na rozbudzenie i odświeżenie oraz zrobiłam sobie delikatny makijaż. Wyszłam z domu o 8.15 po czym wsiadłam w tramwaj nr 3 z pętli i pojechałam aż na przystanek Wszystkich Świętych. To mi zajęło ponad pół godziny. Zapomniałam dodać że mieszkam na Gumieńcach. Kiedy wysiadłam czekała mnie jeszcze spora górka do pokonania. Na samej górze, w otoczeniu drzew i zieleni, po prawej stronie mieścił się szpital psychiatryczny, w którym będzie się odbywała moja terapia grupowa. Na szczęście na oddziale otwartym, nie zamkniętym ;) Miałam jeszcze 7 minut do rozpoczęcia, więc na odstresowanie zapaliłam papierosa. Od razu poczułam ulgę i rozluźnienie.

Trafiłam do sali terapeutycznej 3 minuty przed rozpoczęciem zajęć. Chyba wszyscy już byli. Sala była bardzo duża, ułożone w kółku pełno krzeseł, osobna kanapa (pewnie wykorzystywana w trakcie przerwy), różne obrazy i prace malarskie na ścianach, szafka z kubkami, cukrem, mlekiem, kawą i herbatą oraz czajnik. Jednym słowem przytulnie i przyjemnie. Tylko denerwowało mnie ostre światło jak u lekarza. Osoby siedzące już w kółku na krzesłach wydawały się bardzo sympatyczne z twarzy i się do mnie uśmiechały. Weszłam więc do pomieszczenia i się każdemu z osobna przedstawiłam z imienia podając mu rękę. Przyjęli mnie naprawdę bardzo ciepło. Grupa liczyła, jak zdążyłam wyliczyć, 6 chłopaków i 5 dziewczyn- ja byłam szóstą. Czyli na każdego chłopaka przypadała jedna dziewczyna. Przypadek? Nie sądzę. Nie miałam już czasu zaparzyć sobie kawy, więc usiadłam na jednym, wolnym miejscu. Były jeszcze dwa wolne krzesła. Przypuszczałam że są one przeznaczone dla terapeutów. I się nie myliłam! Tuż po mnie do sali wszedł facet i kobieta, w wieku około po trzydziestce,i siedli na wolnych krzesłach. Okazało się że mężczyzna jest lekarzem w szpitalu psychiatrycznym i ma na imię Marek. Jego zadaniem będzie przyglądać się naszym zajęciom i notować (ciekawe co?). Kobieta ma na imię Agnieszka (mamy mówić do niej Aga- tak prosiła) i jest psychoterapeutą, prowadzi również właśnie tutaj różne zajęcia terapeutyczne. Pierwszym zadaniem grupy było opowiedzenie kilku słów o sobie, po kolei, w kółeczku. Kiedy przypadła kolej na mnie, myślałam że nie wytrzymam ze stresu. Bardzo się denerwowałam, ponieważ słaba jestem w przemówieniach publicznych i nie lubię tego robić. No ale, tak jak każdy, musiałam. Powiedziałam więc że mam na imię Krystyna, ale znajomi i rodzina mówią na mnie Kryśka. Powiedziałam ile mam lat, czym się interesuję- czyli komputerami, muzyką, sportem (w moim wykonaniu to leżenie na kanapie i oglądanie filmów raczej), fotografią oraz trochę psychologią. Dodałam jeszcze jakie szkoły skończyłam i z czym tutaj przyszłam się uporać oraz nad czym chciałabym popracować. Chyba mówiłam dużo dłużej niż inni, może nawet za dużo, ale nikomu to nie przeszkadzało i chyba nawet nieźle wypadłam. Dowiedziałam się też sporo o mojej nowej grupie. Niektóre osoby przyszły tutaj ze zdiagnozowaną depresją. Inne z nerwicą, a jeszcze inne z zaburzeniami emocjonalnymi (np. trudniej im było okazywać swoje uczucia, były bardziej zamknięte w sobie i wycofane). Wszyscy mimo swoich "ułomności" psychicznych byli naprawdę nadzwyczaj sympatycznymi i zupełnie normalnymi oraz ciekawymi ludźmi. Ja siedziałam obok nowej koleżanki Matyldy i kolegi Wojtka. Wojtek ma 32 lata, Matylda jest 2 lata młodsza ode mnie- ma 26 lat. Wojtek cierpi za zaburzenia emocjonalne, takie właśnie jak wycofanie i trudności w okazywaniu uczuć i emocji- natomiast Matylda ma zdiagnozowaną nerwicę. Nie oznacza to że jest nerwowa (powiedziałabym wręcz przeciwnie), lecz bardziej to że ją wszędzie "nosi" i nie potrafi spokojnie usiedzieć dłużej w jednym miejscu. Zresztą widziałam już pod koniec pierwszych zajęć jak się z tym męczyła.
Po 45 minutach zajęć zapoznawczych była półgodzinna przerwa. W przerwie zrobiłam sobie kawę i wyszłam na papierosa. Okazało się że w mojej grupie pali jeszcze poza mną 6 osób- Matylda, Wojtek, Marcin, Paweł, Hania i Julia. Marcin to 34 letni informatyk i cierpi na zaburzenia depresyjno-lękowe. Paweł to 30 letni ratownik na basenie (rzeczywiście dobrze zbudowany) i również tak jak Matylda cierpi na nerwicę. Hania i Julia to dwie koleżanki ze studiów na kierunku ekonomicznym i są bardziej zamknięte w sobie oraz mają problem z okazywaniem uczuć i emocji. Najlepiej mi się rozmawiało z Matyldą, chociaż zapewne z powodu jej nerwicy wypaliła w przerwie aż 4 papierosy z rzędu! Matylda chodzi do szkoły policealnej na kierunku Kosmetologia i po skończeniu szkoły chciałaby pracować w gabinecie kosmetycznym. Przekonywała mnie bym również zapisała się do jej grupy w szkole, ponieważ jeszcze można, i być może w przyszłości byśmy razem otworzyły gabinet kosmetyczny. Ja jednak wpadłam na pomysł że zamiast na kosmetologię zapisałabym się do 2 letniej szkoły policealnej na fryzjerstwo i wtedy ja bym była w naszym gabinecie fryzjerką a ona kosmetyczką. Pomysł jej się spodobał, ale na pewno musiałabym chodzić tam zaocznie ponieważ w tygodniu mam terapię. Po powrocie do domu jeszcze nad tym pomyślę.
Przerwa minęła bardzo szybko i zaczęły się nowe zajęcia w towarzystwie doktora Marka i terapeutki Agi. Tym razem trwały one półtorej godziny. Naszym zadaniem było narysowanie swojej terapeutycznej mapy życia, w której mieliśmy zacząć od naszej przeszłości (co nam zdiagnozowano, nasza pierwsza wizyta u lekarza itp.), idąc przez teraźniejszość(jak się czujemy, jak funkcjonujemy) i kończąc na tym jak chcielibyśmy żeby nasze życie wyglądało po terapii (co chcielibyśmy zmienić oraz ulepszyć w swoim życiu). Mogliśmy do tego dołączyć rysunki. Na wykonanie tej mapy mieliśmy całe półtorej godziny. Po skończeniu pracy trzeba było ją oddać Pani terapeutce, a jej zadaniem było przechować nasze mapy do jutrzejszych zajęć, ponieważ jutro będziemy je wspólnie omawiać (już się stresuję!). Zadanie nie było łatwe. Chyba z 15 minut zastanawiałam się jak wykonać i uzupełnić swoją mapę. W końcu mi się udało i akurat pod koniec drugich zajęć skończyłam swoje dzieło. Po zajęciach z mapą znowu była półgodzinna przerwa. Terapeutka i doktor poszli do swoich gabinetów, a wszyscy którzy palą znowu wybrali się na papierosa. Na fajeczce trochę rozmawialiśmy o tych mapach, o tym jakie to było trudne zadanie i obgadywaliśmy trochę naszego doktora Marka- że on tylko siedzi, ciągle się nam przygląda uważnie, co nas jeszcze bardziej stresuje, i coś notuje w tym swoim notatniku, a my jesteśmy bardzo ciekawi co. Do terapeutki Agi nie mogliśmy się przyczepić, ponieważ była dla nas sympatyczna, otwarta, odpowiadała na wszystkie pytania,  była konkretna i nie miała przed nami żadnych tajemnic, w przeciwieństwie do lekarza Mareczka. Po kolejnej przerwie były już ostatnie dzisiaj zajęcia. Tym razem było to grupowe granie w gry planszowe takie jak Memo, Zgadnij kto to lub Kalambury. 12 osobowa grupę podzielono na 3 grupy po 4 osoby i każda grupa grała w co innego, a później się zmieniali. Te ostatnie zajęcia były najprzyjemniejsze i najmniej stresujące. Miały za zadanie nauczyć nas współpracy w grupie i zintegrować nas bardziej ze sobą. Trwały najdłużej ze wszystkich bo aż 2 godziny. Po zajęciach czekał w stołówce na wszystkich darmowy obiad ( i tak ma być codziennie). Dzisiaj była zupa pomidorowa z ryżem i kotlet schabowy. Jedzenie, trzeba przyznać, było bardzo dobre- jak w domu. W mojej grupie podoba mi się jeden chłopak ale ja ciągle myślę o Maćku...Jeszcze się niestety nie odezwał. A może o mnie zapomniał?

czwartek, 1 września 2016

22 październik 2006

Rano wstałam z jeszcze większym kacem niż wczoraj. Ale za to jakimi wspomnieniami! Szybko poszłam do łazienki się ubrać i pomalować w nadziei że zobaczę jeszcze na śniadaniu Maćka. Niestety jak się później okazało nie było go. Siedziałam, szczerze mówiąc mocno zawiedziona, przy stole i jadłam z rodzicami i bratem jajecznicę z boczkiem. Rozglądałam się wszędzie po całej sali byle tylko dostrzec Maćka. Niestety nie znalazłam go. A może przyszedł na śniadanie wcześniej i już musiał wyjeżdżać? Mam nadzieję że mi to wyjaśni w smsie.
Po śniadaniu wróciłam do pokoju i już chciałam pisać do niego wiadomość ale zobaczyłam że to on pierwszy do mnie napisał. "Byłem na śniadaniu o 8. Niestety Ciebie nie było. Odrazu po śniadaniu pojechałem na spotkanie biznesowe w centrum i od razu potem wracam do domu. Mam nadzieję do zobaczenia w Szczecinie lub w Stargardzie. Całusy."
Czy mi się zdaje czy na końcu wiadomości napisał "całusy"? Tak, napisał! Chyba jednak lubi pocałunki ze mną, mimo że na razie pocałował mnie tylko w policzek. Nie mogę się doczekać kiedy się znów spotkamy. Odpisałam więc krótko (nie dając po sobie poznać swojego podekscytowania): "Do zobaczenia niebawem :) " Później dłuższą chwilę zastanawiałam się czy będąc w Szczecinie mam pierwsza do niego dzwonić, jeśli się nie odezwie. Stwierdziłam że to jednak on powinien pierwszy zadzwonić lub napisać więc zostawię mu wolną rękę. Później aż do obiadu czytałam w pokoju książkę. Zjedliśmy obiad i wyjechaliśmy prawie od razu po posiłku, ponieważ padał deszcz i była brzydka pogoda.

Kiedy wróciliśmy do Szczecina przypomniałam sobie że już jutro zaczynam terapię grupową. To spowodowało że zaczęłam myśleć o tym, czy przy najbliższej okazji powiedzieć Maćku o tym i swoich problemach. Doszłam do wniosku że na razie pozostawię to w tajemnicy. Nie wiadomo jakby zareagował, a nie chcę go stracić. Ja go chyba... kocham...

27 październik 2006

Dzisiaj podniosłam się z łóżka chyba z prędkością światła. Byłam tak podekscytowana wyjazdem że wstałam już o godzinie 7 rano! Wzięłam poran...