środa, 26 października 2016

25 październik 2006

Dzisiaj zaspałam na terapię. A to wszystko przez...Maćka. Tak, ponieważ przez niego wczoraj nie mogłam zasnąć i udało mi się dopiero po 2 w nocy! Ech...Jest godzina równo 10, już 2 godziny trwa terapia. I teraz mam dylemat: iść i się grubo spóźnić? Czy może w ogóle nie iść? Lepiej chyba mimo wszystko będzie jak pójdę. W końcu jeśli będę miała drugą nieusprawiedliwioną nieobecność (zaraz,zaraz...a zaspanie to nie usprawiedliwienie?) to mnie wyrzucą z tej terapii. A tego bym nie chciała ponieważ na pierwszych zajęciach bardzo mi się spodobało, osoby z grupy również. Tak więc czym prędzej zwlokłam się z łóżka, ubrałam i zrobiłam szybki make-up. Nie jadłam już nawet śniadania, więc wzięłam tylko do torby banana i jogurt naturalny. Diety nie mogę przecież lekceważyć!

Po 45 minutach jakimś cudem dotarłam na terapię. Weszłam akurat w połowie drugich zajęć i przeprosiłam za spóźnienie. Skłamałam że miałam jakąś ważną wizytę u lekarza. Wszyscy akurat wspólnie omawiali skończone terapeutyczne mapy życia. Ja na szczęście swoją zrobiłam od nowa wczoraj w domu. Przypominam że naszym zadaniem było narysowanie swojej terapeutycznej mapy życia, w której mieliśmy zacząć od naszej przeszłości (co nam zdiagnozowano, nasza pierwsza wizyta u lekarza itp.), idąc przez teraźniejszość(jak się czujemy, jak funkcjonujemy) i kończąc na tym jak chcielibyśmy żeby nasze życie wyglądało po terapii (co chcielibyśmy zmienić oraz ulepszyć w swoim życiu). Tak więc jako że wszyscy już omówili swoją mapę, przyszła kolej na mnie. Zaczęłam więc mówić (czytając ze swojej kartki):
"Moja pierwsza wizyta u lekarza była u mnie ponad tydzień temu. Wpadłam na nią właściwie sama, bo czułam że coś mi dolega a problemy przytłaczają. O mojej lekarce Pani Kuryło dowiedziałam się przez internet. Na pierwszej wizycie się trochę stresowałam ale opowiedziałam jej o wszystkim co mi uprzykrza życie: o mojej nadwadze, o problemach ze snem, o samotności, nadopiekuńczej matce, ojcu alkoholiku oraz nieznośnym bracie i dziwnym kocie. Dodatkowo moja samotność wynikała z braku życiowego partnera a mam już przecież swoje lata! Poza tym powiedziałam jej że czuję się bezradna z powodu braku pracy. Doktor wypisała mi jakieś proszki nasenne i tabletkę na poprawę nastroju. Także w sumie nic mi nie zdiagnozowano, przynajmniej nie mówiła jaką mam diagnozę. Ja podejrzewam u siebie depresyjne zaburzenia nastroju, ale to jeszcze muszą potwierdzić lekarze. Pani Kuryło zaleciła mi również zapisanie się na tą terapię w celu poznania nowych ludzi oraz więcej sportu i spacerów. Co do pracy nie powiedziała nic. Myślę że najpierw musiałabym mieć jakieś lepsze wykształcenie
Jak się czuję obecnie? Dobre pytanie. Właściwie to mam coraz lepszy nastrój i to nie tylko z powodu tabletek, ale również dlatego że poznałam świetnego chłopaka jak byłam w ten weekend nad morzem. Sypiam już coraz lepiej i coraz wcześniej się budzę (no, może poza dzisiejszym dniem). Funkcjonuję na co dzień również coraz lepiej, pomagam mamie w obowiązkach domowych i nie spędzam już tyle czasu przed komputerem. Wszystko idzie w dobrym kierunku.
Co bym chciała zmienić i ulepszyć w swoim życiu po terapii? Na pewno chciałabym mieć już w końcu stałego, życiowego partnera. Pragnę również zawrzeć wiele nowych znajomości, co jak do tej pory uważam mi się udaje. Pragnęłabym stać się bardziej pewna siebie i mniej przewrażliwiona oraz twardo stąpająca po ziemi. Po terapii być może pomyślę o szkole policealnej, ponieważ chciałabym podnieść swoje wykształcenie i kwalifikacje żeby później zdobyć lepszą pracę i móc się usamodzielnić. To wszystko. Dziękuję."- powiedziałam i pokazałam moją terapeutyczną mapę. W przeszłości była narysowana Pani Kuryło (w rzeczywistości jest ładniejsza) oraz tabletki. W teraźniejszości była narysowana uśmiechnięta buźka. przystojny facet i serduszka (tak, stan zakochania!) oraz skreślony komputer. W przyszłości narysowałam teczkę (symbol pracy) oraz różne osoby (nowe znajomości). Wszystkim chyba bardzo spodobała się moja prezentacja, bo bili mi gromkie brawa a na twarzy terapeutki Agi pojawił się szczery i przyjazny uśmiech. Na twarzy doktora Mareczka nic nie było widać, bo znowu wetknął nos w swoje notatki i coś zapisywał. Po mojej wypowiedzi akurat zaczęła się półgodzinna przerwa. Wszyscy palący zeszli więc na papierosa (już myślałam że nie wytrzymam bez fajki!) a niepalący do bufetu lub usadowili się na kanapie i włączyli czajnik. Na przerwie wszyscy palacze mi serdecznie gratulowali, mówili że miałam chyba najlepszą wypowiedź wśród wszystkich. Żałowałam tylko że mnie wcześniej nie było i nie słyszałam wypowiedzi innych. Tak więc podpytałam co inni mieli w swoich prezentacjach. Opowiedzieli mi wszystko dokładnie ze szczegółami. Tak minęła mi w miłej atmosferze półgodzinna przerwa. Ostatnie zajęcia, tak jak wczoraj, polegały na graniu w różne gry planszowe. Szybko i przyjemnie minęły. W końcu był koniec zajęć i długo wyczekiwany przez wszystkich obiad. Dzisiaj był makaron spaghetti. Mniam!
Wróciłam do domu około 15 zmęczona jak nigdy i zrobiłam sobie dwugodzinną drzemkę. Kot się wtulił we mnie i razem ze mną poszedł spać.
Po godzinie 17 obudził mnie donośny głos mamy wołającej na kolację. Zjedliśmy rodzinnie kolację, tylko tata był jakiś taki nie w sosie. Zresztą widziałam jak po kolacji na poprawę nastroju nalał sobie whisky. Mama oczywiście jak zwykle udawała że niczego nie widzi. Ja natomiast później cały wieczór oglądałam telewizję w swoim pokoju, wspólnie z kotem.

sobota, 15 października 2016

24 październik 2006

Dzisiaj miałam iść na terapię grupową ale tak fatalnie się czułam psychicznie że nie poszłam. A to dopiero drugi dzień! A wszystko z powodu tego że Maciek do tej pory się nie odezwał. W sumie to dopiero 2 dni odkąd się nie widzieliśmy ale obiecywał...właśnie...wiele obiecywał. Może po prostu dałam się nabrać? A może za bardzo się wkręciłam a nie powinnam? Jeśli w tym tygodniu w ogóle się nie odezwie, dam sobie z nim spokój. Ma czas do niedzieli a jest dopiero wtorek. A więc co robiłam?
Nigdzie nie chciało mi się wychodzić więc siedziałam cały dzień w swoim pokoju z kotem i oglądaliśmy wspólnie komedie romantyczne. Tak, mój kot też ogląda filmy. On w ogóle jest jakiś taki bardzo uczłowieczony, dlatego taki dziwny.

Pod wieczór, kiedy już kładłam się spać,spojrzałam na telefon który zadzwonił znacząco że przyszedł mi sms. To była wiadomość od Maćka! "Witaj :* Przepraszam że się nie odzywałem do tej pory, ale miałem wiele spraw na głowie. Co byś powiedziała na małą wycieczkę po Stargardzie w weekend? Mogłabyś u mnie nocować, ponieważ mieszkam sam bez rodziców." - tak było napisane. Jak przeczytałam to ostatnie zdanie, myślałam że dostanę zawału. On mi proponuje nocleg u siebie! Jestem podekscytowana a zarazem zagubiona, bo nie wiem co mu odpisać, czy się zgodzić czy nie. Jak się zgodzę, mogę wyjść na pierwszą lepszą- chociaż z drugiej strony nocując u niego wcale nie muszę się z nim przespać, możemy spać przecież na osobnych łóżkach. Jeśli się nie zgodzę i podam jakąś wymówkę, mogę go zranić i być może już nigdy się do mnie nie odezwie, bo będzie się po prostu bał kolejnej odmowy. Siedziałam więc i myślałam chyba z pół godziny co by odpisać. W końcu napisałam: " Zgoda. Ale śpimy na osobnych łóżkach (bo jeszcze za mało się znamy) i odbierasz mnie z dworca :)". On, dosłownie po kilku sekundach, odpisał: "Ok, kochana :*" Nie wierzę własnym oczom! Znowu wysłał mi buziaczka i jeszcze do tego napisał "kochana"! Jeśli to są jego sposoby na podryw, to jak na razie na mnie działają i to dość mocno. On jest taki przystojny i do tego czarujący... Ach! Jak ja teraz zasnę?

27 październik 2006

Dzisiaj podniosłam się z łóżka chyba z prędkością światła. Byłam tak podekscytowana wyjazdem że wstałam już o godzinie 7 rano! Wzięłam poran...